Wskaż Lidera Polskiej Chemii













Logo Chemical Online

Jaka materii natura, taka prania procedura

17.11.2006 22:50:11

Od kiedy ludzie zaczęli używać tkanin, istotnym problemem stało się utrzymanie ich w czystości. Tę zaś mogło zapewnić przede wszystkim pranie odzieży, bielizny i wszelkich innych tkanin użytkowych. Nie sięgając do odległych czasów, gdy do prania wystarczały zazwyczaj woda, drewniana kijanka i ...silne ręce, przypomnijmy, jak wyglądał ów proceder sto lat temu, za czasów naszych pra-pra-babek, czyli w końcu XIX i na początku XX wieku.

Pralnie „publiczne”, do których można było zanieść brudne rzeczy, należały wówczas w Polsce do rzadkości, a panie domu nie miały do nich zaufania. W dużych miastach praniem trudniły się zawodowo prywatne praczki: przyjmowały pranie u siebie w domu, lub, co było częstsze, umawiały się na pracę w poszczególnych mieszkaniach. Wówczas raz w miesiącu wielkie pranie odbywało się w kuchni. W wiejskich gospodarstwach ziemiańskich, gdzie często był osobny budynek – pralnia – do prania zatrudniano stałą i dochodzącą służbę żeńską. Zawsze jednak nad całą pracą czuwała pani domu, a gdy warunki finansowe jej rodziny były skromne, zmuszona była sama czynnie w niej uczestniczyć.
Procedura ówczesnego prania była czasochłonna i skomplikowana, bowiem poszczególne czynności należało wykonywać w odpowiedniej kolejności, skrupulatnie i z użyciem środków piorących, odpowiednich do rodzaju tkanin.
Podstawowymi „urządzeniami pralniczymi” były: duża, drewniana balia, metalowa tara, kotły do gotowania wody, liczne cebrzyki, wiadra i miski. Środki piorące – mydło i substancje do wywabiania plam, a także krochmal do usztywniania i wybielacze rzadko kupowano gotowe. Tak czyniły głównie mieszkanki miast, natomiast kobiety osiadłe na wsi – zarówno ziemianki jak i chłopki, sporządzały je domowymi sposobami.
Rzeczy najczęściej używane i najbardziej się brudzące: bielizna osobista, powleczenie pościeli, obrusy, serwetki, ścierki, wykonane były przeważnie z białego płótna lub bawełny. Tkaniny płócienne, najstarsze z powszechnie używanych w Europie, różniły się jakością. Od czasów średniowiecza najbardziej cenione były płótna wyrabiane na terenach dzisiejszej Belgii i Holandii – ściśle tkane, cienkie, o gładkiej powierzchni, przeznaczane na luksusową bieliznę stołową i pościelową. Na flandryjskie, „rąbkowe” poszewki poduszek i pierzyn czy prześcieradła mogli sobie pozwolić ludzie zamożni – monarchowie, książęta, wielcy posiadacze ziemscy, bogaci mieszczanie. Holenderskie płócienne obrusy także były dość drogie i używane głównie przy świątecznych okazjach – do przykrycia stołów na wieczerzę wigilijną, śniadanie Wielkanocne, przyjęcie ślubne czy uroczysty obiad.
Przed praniem lniane i bawełniane tkaniny należało mocno natrzeć zwykłym, szarym mydłem i namoczyć w zimnej wodzie. Następnego dnia były gotowane około godziny w dużym, blaszanym kotle, a potem kilkakrotnie płukane. Aby uzyskać śnieżną biel, do ostatniego płukania białych rzeczy dodawano farbki anilinowej w kolorze indygo (tak zwanego „lazuru”), szczelnie zawiniętej w płócienny węzełek. Do usztywniania lnianych i bawełnianych tkanin używano krochmalu – dobre gospodynie ceniły krochmal z mączki ryżowej lub pszennej, uważając, iż najpospolitszy, z mąki kartoflanej, jest pośledniejszego gatunku.
Ubrania z kolorowej flaneli czy kretonu, przed stu laty powszechnie noszone na co dzień przez ludność najuboższą, prano w letniej pianie z mydła, a do płukania dodawano garść soli „dla podtrzymania koloru”.
Szczególnie uważnie traktowano tkaniny wełniane. Z tego typu materiałów wykonywano większość odzieży: od wizytowych sukni kobiecych i męskich garniturów, przez różnorodne okrycia wierzchnie po odświętne ubranka dziecięce czy podstawowe elementy strojów ludowych (sukmany, kabaty, gorseciki, spódnice i zapaski). W zależności od gatunku wełnianej przędzy tkanina mogła być miękka i delikatna (jak np. do dziś najcenniejszy kaszmir) lub sztywniejsza i gruba (różnego rodzaju sukna). W zetknięciu z wodą ubiory z wełnianych tkanin narażone były na zmechacenie lub sfilcowanie. Toteż prano je rzadko, najczęściej ograniczając się do czyszczenia „na sucho” z kurzu i plam. Wywabianie tych ostatnich zależało oczywiście od rodzaju zabrudzenia, choć w większości przypadków skuteczne okazywały się: benzyna, amoniak i czysty spirytus. Gdy jednak już należało uprać wełnianą odzież, to wyłącznie w zimnej wodzie i przy użyciu zwykłego, szarego mydła.
Pochodzący z Chin naturalny jedwab od starożytności traktowany był jako tkanina wyjątkowo cenna, dostępna tylko najzamożniejszym, używana na szczególnie reprezentacyjne szaty świeckie i uroczyste ubiory liturgiczne. Nawet po wprowadzeniu hodowli jedwabników w Europie i opanowaniu techniki wyrobu jedwabnych materii (co miało początek w Bizancjum w VI wieku), przez wiele stuleci jedwabne ubiory, bielizna czy akcesoria stroju pozostawały synonimem prestiżu, zamożności a nawet... wyznacznikiem moralności. Jeszcze na przełomie XIX i XX wieku jedwabna bielizna damska (halki, koszule, majtki) uważana była często za przynależną tylko kobietom lekkich obyczajów, bowiem „uczciwe” nosiły wyłącznie płócienną lub bawełnianą. Uszyte z drogiego, naturalnego jedwabiu suknie, bluzki, męskie koszule czy różne dodatki do stroju wymagały delikatności przy praniu. Zanurzano je (bez wygniatania !) w zimnej wodzie z uprzednio rozpuszczonymi mydlinami, sokiem z utartych kartofli lub...miodem ze spirytusem i, nie płucząc, od razu prasowano na mokro.
Modne i lubiane od XVI stulecia materie koronkowe i takież akcesoria do ubioru traktowano z jeszcze większą atencją. Przed praniem zaszywano je w woreczki z cienkiego płótna, a następnie zanurzano w gęstym roztworze mydła (koronki białe) lub moczono w piwie (koronki czarne). Po umiejętnym, delikatnym wygnieceniu i starannym, kilkakrotnym wypłukaniu mokre koronki mocowano szpilkami do deski i natychmiast prasowano.

Nasze pra-pra babki nie miały problemów z praniem tkanin z włókien sztucznych i syntetycznych, gdyż te rozpowszechniły się dopiero po II Wojnie Światowej. Sztuczny jedwab – kolodinowy i wiskozowy zaczęto wprawdzie produkować już na początku XX wieku, nylon wynaleziono w USA w 1937 roku, a włókna poliestrowe ukazały się w Anglii w 1941 roku, lecz ich masowe użycie jako tkanin odzieżowych nastąpiło dopiero w II połowie XX wieku. Nylonowe halki i bluzki, męskie koszule non – iron, elany, bistory i krempliny nie wymagały wprawdzie prasowania, ale ich wadą było nie przepuszczanie powietrza i dość duża podatność na zabrudzenie.

Znając pomysłowość i gospodarność dawnych gospodyń, możemy przypuszczać, że i do tych nowych typów materiałów wynalazłyby i zastosowały odpowiednie środki piorące. Dziś wyręczają nas we wszelkich sprawach związanych z praniem różnorodnych tkanin producenci różnorodnych proszków i płynów do prania, płukania, odplamiania, a używanie automatycznych pralek zmieniło skomplikowany proces „wielkiego prania” w naturalną, codzienną czynność.
drukuj ten artykuł drukuj ten artykuł  |   poleć artykuł znajomemu poleć artykuł znajomemu
Najświeższe informacje w kanale RSS Najświeższe informacje w kanale RSS (jak używać)