Świece na giełdę
22.04.2007 11:32:21
Korona SA przygotowuje się do wejścia na warszawską giełdę. O przybliżenie firmy, jej historii i planów poprosiliśmy prezesa Krzysztofa Jabłońskiego.
Chemical Review (CR): W wielu publikacjach na temat Korony można przeczytać, że jesteście wiodącym producentem świec w Europie. Które konkretnie miejsce zajmuje firma? Jaki asortyment oferujecie? Wśród jakich znaczących konkurentów działacie?Krzysztof Jabłoński (KJ): Jesteśmy liderem w produkcji świec zapachowych. Jednocześnie jesteśmy wiodącym producentem świec w ogóle. Oceniamy, że z obrotami na poziomie 131 mln złotych, jesteśmy jedną z 4-5 największych firm w Europie. Naszymi bezpośrednimi konkurentami, zajmującymi wyższe miejsca są takie firmy jak holenderski Bolsius, niemiecki Vollmer czy koncern Gise. Ich obroty są 3-4 krotnie wyższe – na poziomie 70-100 mln Euro. Nasza produkcja to głównie świece zapachowe. W tym zakresie nie tylko odpowiadamy na zapotrzebowanie naszych klientów – międzynarodowych sieci handlowych, takich jak IKEA, Tesco, Lidl czy Auchan – ale również jesteśmy ich partnerem, śledzącym zmiany w zachowaniach konsumentów i trendy rynkowe.
CR: Jakie były początki? Co skłoniło właścicieli do inwestycji w Polsce?
KJ: Jak zwykle było w tym sporo polskiego romantyzmu zmieszanego z niemiecką racjonalnością… (śmiech). Wraz z moim biznesowym partnerem Friedrichem Ratherem, prowadzimy firmę pod nazwą Hamburska Spółka Handlowa, zajmującą się obrotem chemikaliami dla przemysłu, odczynnikami, surowcami itp. Przed ponad piętnastoma laty, podczas długiej podróży samochodem zastanawialiśmy się komu moglibyśmy sprzedać w Polsce znaczące ilości parafiny. Wtedy doszliśmy do wniosku, że właściwie to… sami powinniśmy produkować świece. Tak zrodził się pomysł. Zaczynaliśmy bardzo skromnie – od produkcji świec zalewanych, do których parafinę mieszaliśmy w… pralkach „Frania”. Byliśmy wtedy chyba największym odbiorcą tych prostych maszyn mieszalniczych (śmiech). Przyznam, że pierwszą profesjonalną maszynę do produkcji świec samodzielnie zepsułem. Później, dzięki doświadczeniu Friedricha oraz naszym wspólnym kontaktom udało nam się rozpocząć profesjonalną produkcję, rozbudować zakład, stać się istotnym graczem na rynku. Wybór Wielunia na siedzibę naszej fabryki był naturalny – w tym miasteczku Hamburska Spółka Handlowa miała już magazyny, więc byłoby nierozsądne lokalizować Koronę w innym mieście. Przyznam, że Wieluń jest miejscem, w którym od zawsze panowała przyjazna atmosfera dla biznesu. Poza tym wcześniej działał tu przemysł i dlatego nie było problemu z pozyskaniem wykwalifikowanej kadry, tak specjalistów od produkcji jak i pracowników administracji czy księgowości.
CR: Korona zaczęła początkowo sprzedawać wyroby pod własną marką co nie przyniosło sukcesu. Jaka jest dziś produkcja i struktura sprzedaży?
KJ: Rzeczywiście, początkowo produkowaliśmy świece pod marką „Korona”. Chyba każdy przedsiębiorca marzy o tym, by jego produkt był rozpoznawany, by był ikoną w swojej kategorii. Jednak sprzedaż pod własną marką jest bardzo kosztowna – to nie tylko koszty marketingu i reklamy, ale również inwestycje w sklepy, logistykę i tak dalej. W gronie udziałowców doszliśmy do wniosku, że jest to dla nas ślepa uliczka. Dlatego w 2002 roku zdecydowaliśmy się na zmianę strategii i poszukiwanie nowej niszy – produkcji świec, w szczególności świec zapachowych pod markami własnymi sieci handlowych. Obecnie 99 procent naszej produkcji to świece sprzedawane w takim systemie. Ponad 71 procent naszej produkcji to asortyment zapachowy. Jednak przyznam, że co roku, gdy tworzymy biznes plan, ponownie analizuję, czy inwestycja w markę „Korona” ma podstawy biznesowe. I co roku ten biznesowy romantyzm zderza się z twardymi realiami finansowymi…
CR: Giełdowe plany Korony wkomponowują się w strategię rozwoju już od dłuższego czasu. Co skłoniło zarząd firmy do przyspieszenia? Na co chcecie przeznaczyć środki uzyskane z oferty publicznej?
KJ: Debiut na giełdzie nie jest dla nas celem samym w sobie. To tylko środek do celu jakim jest osiągnięcie w perspektywie najbliższych 5 lat obrotów na poziomie 400-500 mln złotych i miejsca w pierwszej dwójce producentów świec w Europie. Do tego potrzebujemy nowych linii produkcyjnych, powierzchni magazynowych oraz kapitału obrotowego, by móc sprostać oczekiwaniom coraz większych, wymagających klientów. Ostatni rok był dla nas bardzo dobry, podobnie jak i dla naszych klientów – międzynarodowych sieci handlowych. By dotrzymać im kroku, a nawet wyprzedzić oczekiwania, zaplanowaliśmy pozyskanie kapitału z giełdy.
CR: Świece, ze względu na swoją historię, wydają się produktem tradycyjnym, staroświeckim. Zapowiedział Pan na niedawnej konferencji prasowej nową erę w produkcji świec – na czym ma ona polegać?
KJ: Świece wydają się wielu ludziom produktem staroświeckim. Często słyszę pytania „jakie innowacje można wprowadzić w świecy?” Jednak, wbrew pozorom, z punktu widzenia technologii wytwarzania, świeca jest bliższa przemysłowi spożywczemu czy farmaceutycznemu. Przed kilkoma laty zdaliśmy sobie sprawę, że stoimy przed wyzwaniem jakim jest dostęp do parafiny, której cena jest powiązana dosyć ściśle z cenami ropy naftowej. Dla producentów świec parafina jest podstawowym surowcem. Dla Korony, działającej na masowym rynku produktów sprzedawanych w super- i hipermarketach cena surowca to kwestia życia i śmierci. Dlatego zaczęliśmy prowadzić analizy, a potem badania nad surowcami, które mogą zastąpić parafinę. W trakcie tych prac okazało się, że nie tylko cena parafiny jest czynnikiem ograniczającym wzrost, ale także dostęp do tego surowca. Wobec tego skierowaliśmy naszą uwagę ku naturalnym olejom roślinnym. Tak powstał Biowax, mieszanka olejów roślinnych, która zrewolucjonizuje przemysł świecarski. Patrząc przez pryzmat dostępności, na przykład oleje palmowe są wielokrotnie bardziej dostępne na rynkach światowych niż parafina. Co więcej, są one notowane na giełdach towarowych, co umożliwia nam udział w transakcjach terminowych i większą stabilizację cen. Z punktu widzenia konsumenta, Biowax ma dużo lepsze parametry – lepiej się spala, mniej kopci, jest bezpieczniejszy dla użytkownika.
CR: Jakie korzyści odnosicie z zastosowania Biowaxu?
KJ: Dla nas inwestycja w długoletnie badania i testy, zmierzające do opracowania receptury Biowaxu, oznacza w rezultacie lepsze marże i zwiększenie bezpieczeństwa realizacji umów z klientami. Wspomniałem wcześniej o podobieństwach z przemysłem spożywczym i farmaceutycznymi – zastosowanie Biowaxu oznacza również dla nas stabilność składu surowcowego – każdą partię olejów roślinnych szczegółowo badamy, podobnie jak dzieje się to w branży spożywczej.
CR: Czy dla takiej firmy jak Korona opracowanie nowej technologii było dużym wysiłkiem organizacyjnym i finansowym? W oparciu o jaką bazę naukowo-techniczną udało się wam tego dokonać?
KJ: Korona, w odróżnieniu od konkurentów, przeznacza około 1% swoich przychodów na badania i rozwój. Rozumiem przez to nie tylko stworzenie unikalnego w branży laboratorium, wyposażonego w chromatograf gazowy z detektorem MS, laboratorium spalania ale również inwestycje w testy technologiczne. Sam sprzęt, mimo, że kosztował znaczące kwoty, byłby tylko kolejnym urządzeniem. Prawdziwą wartość stanowią dane, które gromadziliśmy od lat, będące wynikiem niemal pięciu tysięcy testów spalania. Dzięki danym, zgromadzonym w pamięci urządzeń, wyprzedzamy w mojej ocenie naszych konkurentów około 3-5 lat. Nie ukrywam, że było to dużym wysiłkiem. Udało nam się zgromadzić w Koronie grupę ambitnych specjalistów-chemików, posiadających praktykę analityczną. Dla potwierdzenia naszych badań współpracowaliśmy również z polskim uczelniami. Staramy się naszemu zespołowi stwarzać dogodne warunki.
CR: Prawie każdy producent musi być dzisiaj przygotowany na konfrontację z zalewem produktów chińskich czy indyjskich. W czym można upatrywać waszej przewagi nad tańszymi wyrobami z Dalekiego Wschodu?
KJ: Kilka lat temu również nurtował nas ten problem. Doszliśmy do wniosku, że musimy być lepsi. Niekoniecznie drastycznie tańsi. Wsłuchując się w opinie naszych klientów, uznaliśmy, że w przypadku taniej produkcji manualnej – nie mamy szans, Chińczycy zawsze będą od nas tańsi. Jednak gdy chcemy grać w lidze, w której globalne sieci handlowe poszukują stabilnego i wiarygodnego partnera, który potrafi sprostać maszynowej produkcji masowej, to mamy szanse na sukces. Globalny koszt kapitału i dla Korony i dla producentów chińskich jest mniej więcej taki sam. Oczekiwany zwrot na zainwestowanym kapitale – również. Dlatego świece, produkowane na maszynach, zainstalowanych w Chinach muszą kosztować na światowym rynku mniej więcej tyle samo. To co stanowi naszą przewagę to elastyczność produkcji, logistyka i bliskie relacje z klientami. Usytuowanie Korony w centrum Europy ogranicza czas transportu, który Chińczykom zabiera około czterech tygodni. W sytuacji, gdy nasz odbiorca zgłosi zapotrzebowanie większe niż zapisane w umowach, jesteśmy w stanie odpowiedzieć na nie od ręki. Co więcej, dla wielu naszych klientów jesteśmy partnerem, który ma wgląd w stany magazynowe, przez co sami reagujemy na zmiany podaży ze strony konsumentów. Z myślą o innych naszych klientach zbudowaliśmy centrum logistyczne, które sprawia, że na ich nagłe zapotrzebowania reagujemy sprawniej – mamy bardziej ustabilizowaną produkcję, zaś świece, które mamy dostarczyć w okresie wzmożonego popytu czekają na nich w magazynie. Wreszcie, bliskie, długoletnie relacje z naszymi odbiorcami, znajomość ich modeli biznesu oraz finalnego konsumenta, umożliwia nam budowanie oferty asortymentowej wspólnie z sieciami handlowymi. To właśnie jest przewaga konkurencyjna. A cena? Kilka lat temu przewaga cenowa producentów chińskich była kilkudziesięcioprocentowa. Dziś, po zakończeniu subsydiowania cen parafiny przez rząd chiński, zmalała do około 15 procent. Jednak jestem przekonany, że wartość dodana usług jakie dostarczamy naszym klientom, przewyższa zdecydowanie ten poziom.
CR: Czego należałoby życzyć, oprócz udanego debiutu na GPW, firmie w najbliższym czasie? Może zdobycia, arcyważnego dla producenta świec, rynku amerykańskiego?
KJ: Dziękuję za te życzenia. Na rynku amerykańskim już jesteśmy w sieci IKEA, która rozwija się w imponującym tempie. Rzeczywiście Amerykanie kupują bardzo dużo świec, 70 procent gospodarstw domowych systematycznie kupuje świece, szczególnie zapachowe. Dlatego nasze umocnienie na tym rynku będzie bardzo dużym wyzwaniem. Nasze analizy finansowe pokazują, że ewentualne zamówienia amerykańskie będziemy realizować z Wielunia – bardziej opłaca się transportować gotowe produkty. Ale już teraz prowadzimy wstępne rozmowy sondażowe z jedną z największych sieci handlowych z tego kraju. Na szczegóły trzeba będzie poczekać – pozyskanie nowego klienta w tej branży to proces dwu- trzyletni. Debiut na giełdzie to dopiero początek drogi budowania zaufania nowych inwestorów – mam nadzieję, że sprostam ich oczekiwaniom. Dlatego proszę życzyć mi powodzenia w budowaniu Korony dwukrotnie większej niż dotychczas.
CR: Trzymamy kciuki!
Rozmawiał Jerzy Ruszczyński
Najświeższe informacje w kanale RSS (jak używać)
Plastics Review
Styczeń 2007
Styczeń 2007
Zawartość numeru:
- Technologie:
- Chemia Gospodarcza i Kosmetyki:
- Chemical Interview:
- Świece na giełdę
- Zarządzanie:
Zobacz pozostałe numery Chemical Review »
