Więcej niż niedobór
07.01.2008 19:23:32
W listopadzie ubiegłego roku, w warszawskim Pałacyku MSZ i w kilku światowych metropoliach, odbyła się prezentacja aktualnego dorocznego raportu ONZ-owskiej agencji rozwoju, tym razem poświęcona wodzie, a właściwie jej brakowi w wielu miejscach i krajach. Wcześniej jeszcze obszerniejszy raport (603 strony) o podobnej tematyce opublikowało UNESCO - z niego i raportu World Business Council for Sustainable Development pochodzi większość danych w niniejszym artykule.
Prezentacji towarzyszył wstrząsający film, nakręcony głównie w Afryce. Jedna z początkowych sekwencji zaszokowała mnie, długo nie mogłem zrozumieć, jak może dochodzić do takich sytuacji. Pokazano dwa slumsy położone blisko siebie. Do obu doprowadzono wodociąg leżący na ziemi, brak było kanalizacji. Mieszkańcy umieszczali swoje odchody w polietylenowych torebkach, zawiązywali je i wyrzucali. Mieszkańcy wyżej położonego slumsu zrzucali je ze skarpy. Hałda torebek, ich resztek i gnijącej zawartości pokrywała odcinek wodociągu biegnącego w stronę niższego slumsu. Był on nieszczelny, z calowej rury tryskały małe fontanny. To było jedyne źródło wody dla kilkudziesięciu tysięcy ludzi. W Polsce byłoby to niemożliwe: ktoś wymieniłby natychmiast skorodowane odcinki rur, na pewno odchody zakopywano by z dala od rurociągu, a w ogóle zbudowano by jakieś latryny w odludnych miejscach (w czasach Chrystusa czynili tak Esseńczycy w swoich pustelniach nad Morzem Martwym). Kilka miesięcy zajęło mi zrozumienie sytuacji. W slumsach nie ma odludnych miejsc. Każde wolne miejsce jest natychmiast zabudowywane „zastępczymi” ścianami i dachami. Podłóg nie ma. Właściciele ziemi (nawet rządy i samorządy) kategorycznie zabraniają jakiegokolwiek dłubania i kopania w niej. Mieszkańcy miast nędzy nie mają komórek ze zbędnymi materiałami i narzędziami (Polskę kilkakrotnie industrializowano i pozostały po tym głównie sterty złomu użytkowego). W Afryce rury należą do firm, które dbają o ich wielokrotne wykorzystywanie. To moim zdaniem najważniejsza różnica pomiędzy społecznością ubóstwa, w zasadzie nie zagrażającego życiu, a społecznością ludzi szczęśliwych z przeżycia kolejnych dni i miesięcy. A latryny w slumsach (z reguły przenośne) to bardzo ważny element pomocy międzynarodowej dla najbiedniejszych krajów.CENA WODY
Podczas prezentacji położono duży nacisk na kwestie finansowe. W raporcie są one rozproszone, trzeba je analizować, by zdać sobie sprawę z istnienia kolejnego mechanizmu pogłębiającego nierówności społeczne i utrudniającego opuszczenie stref nędzy. Syntetycznie obrazują to dane z tabeli 1. Woda w miastach zamieszkałych przez ludzi zamożnych jest kilkakrotnie tańsza, niż w siedziskach biedaków. To jednak nie wszystko. Dane z tabeli odnoszą się do cen „oficjalnych”, wyznaczanych lub kontrolowanych przez władze. W wielu slumsach ceny wody są kilkakrotnie wyższe od płaconych przez ludzi mieszkających w domach (mających stałe adresy, umowy z firmami dostarczającymi media, hipoteki będące tych umów ubezpieczeniem, z reguły stałą pracę). Woda dowożona beczkowozami potrafi kosztować prawie 1 USD/litr, a kobieta potrzebuje jej dziennie 2,7 l (mężczyzna 3,7 l) dla przeżycia. Woda oferowana jest w takich cenach ludziom, którzy zarabiają mniej niż 2 USD dziennie (jest ich w sumie ponad 2 mld). W zamożnych krajach woda udostępniana jest w wielu miejscach za darmo, by uniknąć kontaktu najedzonych i umytych obywateli z głodnymi, brudnymi, a często i chorymi biedakami (udostępnianie wody likwiduje 2 ostatnie plagi i znakomicie ułatwia pozbycia się pierwszej). W wielu krajach biednych władze (reprezentujące zamożniejszą część ludności) wolą zabić nędzarzy, niż ich umyć. A przecież zwrot z każdego dolara zainwestowanego w wodę i urządzenia sanitarne wynosi 8 dolarów.
CENA BRAKU WODY
Podczas prezentacji powtórzono „litanię ONZ”, czyli wyliczenie, co dzieje się w świecie w ciągu 1 dnia: 30 tys. ludzi umiera z głodu, 13 tys. zaraża się HIV, 100 mln dzieci nie idzie do szkoły, 1,2 mld ludzi musi przeżyć za mniej niż 1 USD, 1 mld USD wydają kraje bogate na dotacje dla swojego rolnictwa. Zauważmy, że jeszcze niedawno miejsce dotacji dla rolnictwa zajmowały w litanii wydatki na zbrojenia. Teraz jednak ponoszą je w tak dużym stopniu kraje biedne, że lepiej wypominać bogaczom ich dotacje dla własnego rolnictwa, niszczące wszelkie szanse rozwoju rolnictwa w krajach biednych. Bliżej związana z brakiem wody jest inna wyliczanka:
Wskutek biegunki umiera corocznie 1,8 mln dzieci (4900 dziennie). To 6-krotnie więcej, niż liczba wszystkich ofiar konfliktów zbrojnych lat 90-tych. Z powodu chorób przenoszonych przez wodę dzieci tracą rocznie 443 mln dni szkolnych. Ponad miliard ludzi nie ma dostępu do wody pitnej, ponad 2,6 mld do sanitariatów. A jednocześnie w Etiopii (co 7 mieszkaniec ma dostęp do sanitariatu) na wojsko wydaje się 10 razy więcej, niż na wodę i urządzenia sanitarne, w pustynnym Pakistanie nawet 47 razy więcej.
Raport zawiera straszliwe opisy skazywania dzieci na ciemnotę, poprzez zmuszanie ich do codziennego chodzenia po wodę zamiast do szkoły. To dość dokładny odpowiednik lamentów innych ONZ-owskich raportów na temat poświęcania całych dni na zbieranie resztek roślin na opał. Do obu zajęć rodziny najchętniej oddelegowują dziewczynki, co prowadzi do ich analfabetyzmu.
ZASOBY WODY
Hydrosfera stanowi tylko 0,024% masy Ziemi, jednak pokrywa 70,8% jej powierzchni. Podział i obieg zasobów wodnych Ziemi przedstawia rys. 1. Dla ludzi najważniejsze są zasoby wody „słodkiej”, gdyż morskiej używają rzadko. 0,7% prezentuje się mizernie, jednak większość wody dostępnej ludziom pochodzi z opadów, jest ona więc najważniejszym surowcem odnawialnym. Rocznie spada na Ziemię ok. 505 tys. km3 wody, z czego na lądy 107 tys. Z lądów odparowuje corocznie 71 tys. km3 wody, tak więc o opadach decydują (poza strefą tropikalną) oceany. Niedawno wprowadzono rozróżnienie wód lądowych pozostających w hydrosferze („woda niebieska”, 40 tys. km3 rocznie) i w obiegu roślinno-glebowym („woda zielona”, 70 tys. km3 rocznie). W parowaniu z lądów dominuje ta ostatnia, wskutek wyjątkowo sprawnego mechanizmu ewapotranspiracji roślinnej. Oba rodzaje wód różnią się znacząco składem izotopowym wody i mikrodomieszek (we wszystkich procesach wchodzenie wody w organizmy oraz parowaniu i kondensacji pary występują efekty izotopowe). Opady na lądy są zróżnicowane, w skali krajów wahają się od ok. 100 mm/rok w strefach suchych do 4300 mm/rok w regionach „lasów deszczowych” i wysokogórskich. Prawie 1/4 światowych zasobów wody słodkiej znajduje się w jeziorze Bajkał, w trudno dostępnej części rzadko zaludnionej Syberii. 31% znajduje się w Ameryce Łacińskiej. Tak więc ponad połowa z owego 0,7% pozostaje prawie nie wykorzystana.
Ponieważ zróżnicowana jest też gęstość zaludnienia krajów, ilości wody przypadające na ich mieszkańców różnią się dramatycznie. Przedstawia to tabela 2, opracowana przez FAO na rok 2005. Przekraczające 100% opadów zużycie słodkiej wody oznacza z reguły pozyskiwanie jej z odsalania wody słonej. Może jednak, zwłaszcza lokalnie, oznaczać nadmierne zużycie wód podziemnych. Na ogół zużycie powyżej 5% opadów oznacza lokalne niedobory wody, powyżej 10% sugeruje osuszanie zbiorników stałych. W krajach takich jak Indie, Hiszpania, czy Polska równa się to obniżaniu poziomu wód gruntowych, z oczywistymi następstwami dla rolnictwa. 1700 m3 /osobę*rok wyznacza próg „stressu wodnego” a 1000 m3 niedostatku wody. Z tabeli wynika, że problemy te pojawiają się w gęsto zaludnionych krajach o opadach rzędu 1200 mm rocznie, występują przy 700 mm rocznie i dominują poniżej 400 mm rocznie. W stressie wodnym żyje 11 krajów (3 zwiększyły dostępność wody w minionym 5-leciu), w kryzysie 20 (tylko jednemu udało się zwiększyć ilość wody na mieszkańca, ale część z nich stać na utrzymywanie odsalarni wody morskiej). Wody przypadającej na mieszkańca ubywa dość szybko, co obrazuje rys. 2.
Zasoby wody Polski są niewiele większe niż Egiptu, a per capita rosną tylko ze względu na oficjalny spadek zaludnienia. Oczywiste jest, ze kraj pilnie wymaga dużych inwestycji zwiększających zasoby dostępnej wody. Podobnie jak w wielu innych krajach Europy Wschodniej, w polskim zużyciu wody do niedawna dominował przemysł, a obecnie rolnictwo. Dezindustrializacja krajów byłego RWPG przesunęła je więc z gospodarczo-hydrologicznej charakterystyki krajów zamożnych do grupy krajów biednych, zgodnie z charakterystyką UNESCO (Tabela.3). Porównanie z danymi tabeli 2 wskazuje, że kraje zamożne swoje ograniczone zasoby wodne lokują w działach gospodarczych przynoszących duże przychody, kraje biedne pozostają przy tradycyjnych sposobach wykorzystywania swoich zasobów.
NADMIERNA EKSPLOATACJA ZASOBÓW WODNYCH
Aby do niej dopuścić, nie trzeba wcale zwiększać poboru wód powyżej rocznych opadów. Wystarczy przekroczyć minimalny opad sezonowy, by wielkie rzeki przestawały uchodzić do mórz. Spotkało to w ciągu ostatnich nich 30 lat m. in. Indus, Huang-Ho (przez 226 dni 1997 r. dolne 600 km wyschło, a rząd powołał stałą komisję nadzorującą pobór wód), Colorado, Murray-Darling (komisja rządowa nadzoruje rozbudowę infrastruktury), Syr Darię i Amu Darię (to świadoma decyzja centralnych planistów z lat 60-tych). Zlewiska rzek, których wody eksploatuje się ponad naturalne uzupełnianie zajmują ponad 15% powierzchni lądów i zamieszkuje je ok. 1,4 mld ludzi (21% ludzkości). Jedną z najgorszych konsekwencji takiego stanu rzeczy jest utrata zdolności systemów wodnych do samooczyszczania się przez procesy sedymentacyjne i biologiczne. Prawdopodobnie niezbędne będzie budowanie oczyszczalni wód dużych rzek.
Odpowiedzialność za ten stan rzeczy ponoszą politycy 9 pierwszych dekad XX w. Raport cytuje Churchilla i Stalina, którego słynny sprzeciw wobec marnotrawienia wody kosztował ZSRR likwidację wielu cennych ekosystemów i praktycznie w niczym nie pomógł rolnictwu. W latach 70-tych zużywano tam 8-krotnie więcej wody niż w roku 1913, głównie nawadniając uprawy, a produkcja rolna wzrosła w znacznie mniejszym stopniu. Północne Chiny są od dawna regionem permanentnego kryzysu wodnego. Próbowano wielu środków zaradczych, prawdopodobnie jedynym skutecznym okaże się obowiązujące w całym kraju drastyczne ograniczenie przyrostu naturalnego.
Dramatycznie pogarsza się sytuacja środkowej i północnej części Meksyku. W stanie Sonora przed 40 laty wodę czerpano ze średniej głębokości 11m, obecnie przekracza ona 135 m i bez subsydiowania cen energii elektrycznej (USD 700 mln/rok) byłoby to niemożliwe. Problemem jest, że 2% największych farmerów zgarnia 75% subsydiów a 20% najmniejszych ok. 5%.
ODSALANIE WODY
Technika ta uchodzi powszechnie za drogą (24% mocy wytwórczych zainstalowano w Arabii Saudyjskiej), jednak stopniowy postęp w technikach membranowych uczynił ją konkurencyjną wobec tradycyjnych metod pozyskiwania wody pitnej. W Izraelu cena odsolonej wody spadła do 53 ¢/m3, w Singapurze do 49 ¢/m3. Porównanie z danymi tabeli 1 jest wymowne. Główną przyczyną tak drastycznie niskich cen odsolonej wody jest stymulowany przez państwa postęp techniczny i konieczność budowania instalacji tanich w eksploatacji, której nie odczuwają firmy dostarczające wodę słodką. W zdecydowanej większości odsalarni stosowana jest technologia odwróconej osmozy. Zwyczajna osmoza to przepływ czystej wody przez półprzepuszczalną membranę w kierunku wyższego stężenia roztworu, wskutek czego roztwór ten rozcieńcza się, zwiększa objętość i powstaje „ciśnienie osmotyczne”. Jeśli na stężony roztwór wywrzemy ciśnienie, to przez półprzepuszczalną błonę przejdzie do rozcieńczonego czysta woda i to właśnie jest efekt odwrotnej osmozy. Minimalne ciśnienie odpowiada ciśnieniu osmotycznemu solanki wobec czystej wody (dla wody oceanicznej to 24 atm., praktycznie stosuje się 40 do 70 atm.).
Perspektywy rynkowe są dobre, zwłaszcza gdy uda się do odwrotnej osmozy wykorzystać energię słoneczną zamiast paliw kopalnych. Od wielu lat w mieście Szewczenko nad Morzem Kaspijskim pracuje odsalarnia napędzana przez reaktor atomowy. Rewelacyjnie zapowiada się zastosowanie opracowanych w Lawrence Livermore National Laboratory filtrów membranowych z nanorurek węglowych, osadzonych na krzemie. Pierwsze doświadczenia pozwalają na oszacowanie spadku kosztów na 75%. Z wody słonej odzyskuje się do połowy objętości wody pitnej, co odpowiada 2-krotnemu zwiększeniu zasolenia pozostałości. Wyznacza to najważniejsze ekologiczne ograniczenie odsalania: pozostałości z reguły nie można pozbyć się na lądzie. Tylko morze wytrzymuje duże dawki tak zasolonego płynu.
Aż 85% odsolonej wody pochodzi z wielopółkowej destylacji wody, znanej od ponad 200 lat w przemyśle spożywczym. Ciepło skraplania używane jest do podgrzania surowca, odparowanie na każdej z półek jest jednorazowe. Typowe jest zmniejszenie zasolenia wody z 3,5% do 50 ppm. Na tej zasadzie działa największa odsalarnia na świecie, w Jebel Ali (Zjedn. Emiraty Arabskie), dostarczająca 300 tys. m3 wody pitnej rocznie. Tę samą zasadę wykorzystują eksperymentalne odsalarnie geotermiczne. W Sydney woda odsolona metodą odwrotnej osmozy jest tańsza zarówno od przechowywanej w specjalnych zbiornikach wody deszczowej, jak i od wody odzyskiwanej ze ścieków. Objętość odsalanej wody morskiej przekracza corocznie 3 mln m3, z czego 44% przypada na Kazachstan.
Odsalanie będzie się rozwijało w wielu okolicach nadmorskich, jednak technika ta nie rozwiąże problemu deficytu wody w skali światowej. Poza tym, wrażliwość kosztów odsalania na ceny energii sprawia, ze przestanie to być tania metoda pozyskiwania wody.
WODA DLA ROLNICTWA
Tabela 3 wyraźnie pokazuje, że największym konsumentem wody jest rolnictwo. W USA przytaczana jest często wspominana w raporcie historia Los Angeles, miasta zbudowanego z dala od większych źródeł wody. Przed stuleciem intendent wodny tego miasta, William Mulholland, wprowadził nową koncepcję pozyskiwania wody: grabież. Po cichu wykupił prawa do wody w Dolinie Owensa, przeprowadził ponad 200-milowy akwedukt przez pustynię Mojave i chronił go zbrojnie. Miasto zyskało możliwości rozwoju, farmerzy z Doliny Owensa stracili wszystko, a w dodatku koncentracja kapitału w Los Angeles doprowadziła do rozkwitu rolnictwa na okolicznych nawadnianych pustyniach. Historyjka ta jest dowodem na wyższość koncentracji kapitału nad bardziej tradycyjnymi formami gospodarowania. Tabela 3 wskazuje na jej znajomość w krajach bogatych i ignorowanie w biednych. Ponieważ jednak ilość żywności jaką trzeba wyprodukować dla wyżywienia ludzkości nie zależy od jej ceny, sukces pana Mulhollanda można interpretować jako podstępne poszerzenie kręgu ludzi biednych przy okazji bogacenia się ludzi już bogatych. Kraje, które większość dostępnej wody przeznaczają na rolnictwo, zajęły w międzynarodowym podziale pracy miejsce przeznaczone dla ubogich krewnych, tanio żywiących bogaczy. Wiele z nich uważa, że zmuszono je siłą do zajęcia tego miejsca.
Większość z owych biednych krajów ma deficyt wody, stąd ich rolnicy dzielą się na tych, którzy maja do niej łatwy dostęp i na tych, którym jej brakuje. Tych pierwszych stać z reguły j na finansowanie postępu technicznego i dalsze bogacenie się, ci drudzy walczą o utrzymanie się na ziemi, a gdy przegrywają, lądują w slumsach. ¾ z ludzi żyjących za mnij niż 1 USD dziennie pracuje w rolnictwie. W rolnictwie szukać trzeba ok. 2/3 z 830 mln ludzi niedożywionych. Kraje, które to spotkało, szukają z reguły wyjść we wspomaganiu rolnictwa, a tradycyjnie najskuteczniejsze jest tu nawadnianie ziem suchych. Doświadczenie wskazuje na obniżanie ilości biedaków o 20-30% po nawodnieniu ich pól. W ciągu ostatnich 40 lat podwoiła się nawadniana powierzchnia upraw. Produkcja ryżu i pszenicy w krajach Azji Południowej wzrosła 2 do 4 razy a 2/3 tego przyrostu przypisuje się nawodnieniom. Mimo to, w ciągu 30 lat produkcja zbóż na mieszkańca wzrosła tam tylko ze 162 do 182 kg rocznie. Resztę pochłonął przyrost ludności.
Posługując się koncepcją „wody niebieskiej i zielonej” obliczono, że tylko 13% wody zielonej (9 tys. km3) zasila uprawy ludzkie. Dochodzi do tego 2300 km3 wody nawadniającej, na ogół „niebieskiej”. Jest to 70% tej wody zużywanej przez ludzi. Powierzchnia upraw to 1,5 mld ha, z czego 277 mln to obszary nawadniane. Stałe doskonalenie technik rolnych zapewnia przyrosty produkcji żywności, w większości regionów świata przekraczające przyrosty zaludnienia. FAO szacuje, że w latach 1964-2030 spożycie żywności na głowę mieszkańca Ziemi wzrośnie o 30%. Wyjątkiem są tu byłe kraje RWPG, w których nastąpił spadek spożycia, do „progu głodu” (2880 kcal dziennie na osobę). Teraz wprawdzie rośnie, ale do roku 2030 nie osiągnie poziomu sprzed 40 lat. Produkcja rolna jest silnie zróżnicowana pod względem wodochłonności, co przedstawia Tabela 4. Wirtualność zużycia wody polega na jego wyliczeniu, sytuacje w których jedno gospodarstwo zamyka cały cykl zużycia wody, łącznie z produkcją nawozów, są bardzo rzadkie. Dane tabeli sugerują prosty sposób na rozwiązanie problemu wody: wegetarianizm. Tak się jednak składa, że nikt nie próbuje wprowadzać go przymusowo na wielką skalę.
W odróżnieniu od pana Mulhollanda, mieszkańcy wielu miast na pustyniach nie stosują drastycznych społecznie metod pozyskiwania wody dla zapewnienia sobie żywności. Zamiast tego, stosują dość powszechnie sposób wątpliwy higienicznie: nawadnianie ściekami, w tym miejskimi nieczystościami. W USA takie zasoby (nielegalne) nazywa się „szarą wodą”. Najbardziej znane jest to w przypadku indyjskiego Hajdarabadu, który całość dostępnej czystej wody przeznacza na zaopatrzenie miasta, a żywność czerpie z okolicznych pól, nawadnianych niemile pachnącymi wydzielinami miasta. Gdyby stosować tam oczyszczanie ścieków, trzeba by inwestować w nie znaczne ilości słodkiej wody, których po prostu nie ma. Wytyczne Światowej Organizacji Zdrowia dotyczące tego problemu skłaniają do równoważenia ryzyka korzyściami. Pochodzą z 1989 r i są aktualnie modyfikowane.
Problemem, o który rozbiło się przed 50 laty nawadnianie pustyń, jest zasalanie gleb. Dotyczy ono głównie obszarów ciepłych. 40% nawadnianych gruntów leży w rejonach bardzo szybkiej ewapotranspiracji, wobec czego przy małej nawet zawartości soli w wodzie, pozostała po odparowaniu sól zatęża się w powierzchniowych warstwach gleb, uniemożliwiając uprawy w kolejnych latach. Podobnie rzecz się ma z zasysaniem wód gruntowych o wysokim horyzoncie. Katastrofą zakończyły się próby nawadniania pustyń Azji Centralnej. Po zbiorach pozostawia się tam kawałek pustyni pokryty cienką warstwą wykwitów solnych i nawadnia kolejny, znów na jeden sezon. Było to łatwe do przewidzenia jeszcze przed decyzją o zasuszeniu Morza Aralskiego: większość wód gruntowych w tym regionie jest zasolona. Zasolenie dotyczy 20 do 30% nawadnianych ziem klimatu suchego, ogółem ok. 10% całości terenów nawadnianych. Aktualnie zasolenie obejmuje 250 do 500 tys. ha rocznie.
Najważniejszym problemem irygacji jest jej efektywność. Statystyki działają tu uspakajająco, z tej samej ilości wody otrzymuje się coraz więcej żywności, wynika to jednak głównie z poprawy metod upraw. Najistotniejszym powodem marnowania wody jest nawilżanie obok roślin sporych objętości gleb, w których znajdują się ich korzenie. Poprawie tego stanu rzeczy służy technologia nawadniania kroplowego (dip irrigation), polegająca na podawaniu małych ilości wody (dozowanie kroplowe) bezpośrednio na korzeń uprawianej rośliny, co wymaga doprowadzenia tam przewodu irygacyjnego. Tę drogą technologię stosuje się głównie do uprawy warzyw, owoców i kwiatów w zamożnych krajach.
WODA DLA PRZEMYSŁU
W latach 80-tych przemysłowy pobór wody zaczął się stabilizować w krajach europejskich i północnoamerykańskich, potem tendencja stała się spadkowa. Reszta świata też nie zwiększa poboru wód przemysłowych tak szybko, jak dawniej. Podejmowane z udziałem organizacji międzynarodowych próby racjonalizacji zużycia wody w przemyśle i zmniejszenia ilości oraz szkodliwości ścieków przynosiły zmniejszenia poboru wody od 40 do 90%. Niektóre najbardziej szkodliwe ścieki udaje się zamienić w sprzedawalne produkty, np. serwatkę serową w laktozę lub przetwory mleczno-owocowe.
Miarą racjonalności przemysłowego wykorzystania wody jest wskaźnik produktywności, czyli stosunek wartości dodanej przemysłu do poboru wody. Klasyfikacja krajów według tego wskaźnika przeliczonego na głowę mieszkańca daje zaskakujące wyniki. Najlepsze jest w niej małe i nieuprzemysłowione państwo afrykańskie Gabon (161,12 USD/m3 * osoba) przed jeszcze mniejszą i pozbawiona przemysłu Botswaną (130 USD). Wynik chroniącej przyrodę Szwecji to 5,73 USD, oszczędzającej zasoby Japonii 94 ¢, Wlk. Brytanii 79 ¢, Niemiec 29 ¢, Francji 24 ¢, Polski (98 miejsce na 111 sklasyfikowanych krajów) 10 ¢, a USA 3 ¢.
Niedobór wody jest problemem lokalnym, wobec czego akcje zmierzające do jej oszczędzania są również lokalne. Przemysł opiera się jednak na normalizacji funkcjonującej w skali światowej, wobec czego szereg zaleceń, norm i konwencji międzynarodowych w różnym stopniu reguluje przemysłowe wykorzystanie wody. Normą stały się audyty wykorzystania wody (w Polsce funkcjonowało to jako przeglądy), uzyskiwanie certyfikatów na zgodność funkcjonowania firm z normą ISO 14001 (w roku 1997 były to 4 433 firmy z 55 krajów, w tym 59,24% z Europy, w roku 2002 już 49 462 firm ze 118 krajów, w tym 47,14% z Europy). Racjonalizacja użycia wody często prowadzi do oszczędności wody i pieniędzy. Ściek z jednego zakładu, czasem po niepełnym oczyszczeniu, może być surowcem w innym. Zastosowanie ścieków do nawadniania często eliminuje konieczność ich oczyszczenia przed usunięciem do środowiska naturalnego. Izrael przeznacza 84% swoich oczyszczonych ścieków przemysłowych do nawadniania pól. Ze względu na problemy tego kraju z wodą nie jest to raczej popularne w Polsce „rozcieńczenie ścieków” do poziomu zanieczyszczeń zgodnego z normą. Celem tych technik jest wykorzystanie naturalnej zdolności ekosystemów do oczyszczania się. Połączenie wzrostu ilości ścieków ze spadkiem ilości wód w rzekach wymusza jednak coraz częściej oczyszczanie ścieków.
TECHNIKI ZARZĄDZANIA TECHNOLOGIĄ I ŚRODOWISKIEM
Zagadnienie to dotyczy większych, skomplikowanych obiektów, w których zdiagnozowanie problemów warunkuje nieszkodliwość ich rozwiązania. Najczęściej rozpatrywane jest w skali kompleksu blisko położonych obiektów gospodarczych, dorzecza, kraju lub zlewiska morza. Najczęściej stosowanymi metodykami są CPA (Cleaner Production Assesment), opracowana przez Program Środowiskowy ONZ (UNEP) i TEST (Transfer of Environmentally Sound Technology), opracowana przez ONZ-owską Organizację Rozwoju Przemysłu (UNIDO). CPA ma za sobą liczne sukcesy w skali firm i gałęzi przemysłu, działa głównie przez sieć założonych przez UNIDO 27 Narodowych Centrów Czystych Technologii. TEST sprawdzony został w wielkim programie dorzeczy Dniepru i Dunaju oraz zlewiska Morza Czarnego.
Potrzeba posługiwania się takimi programami wynikła między innymi z problemów transgranicznego administrowania wodami i niesionymi przez nie ściekami. W minionym stuleciu odbyły się liczne wojny o wykorzystanie transgranicznych wód. Wiele rzek i jezior nadzorowanych jest przez stałe komitety lub komisje międzynarodowe, których celem jest regulowanie problemów, zanim przekształca się w konflikty. Odniosło to sukces w dorzeczach Renu, Dunaju, Mekongu, Amazonki, Wielkich Jezior Północnoamerykańskich i wielu innych. Problemy Nilu , Jordanu i zlewiska Morza Aralskiego (obecnie to 4 średnie jeziora) nie są jeszcze zadawalająco uregulowane.
W ostatnich latach zaczęła być stosowana koncepcja „Od kołyski do kołyski” („Cradle to Cradle”), opisana przez Willima McDonough i Michaela Braungarta w 2002 r. Zakłada ona podział strumieni materiałowych na biodegradowalne (biological nutrients) i pozostałe (technological nutrients, m. in. większość metali i tworzyw). Pierwsze recyklizuje środowisko naturalne, drugim muszą się zajmować społeczeństwa. Oba rodzaje strumieni powinny być możliwie dokładnie rozdzielone, recyklingiem „surowców technologicznych” powinni obligatoryjnie zajmować się ich producenci. W przypadku konsekwentnego wprowadzenia tych zasad, produkcja przemysłowa będzie całkowicie zrewolucjonizowana, co doprowadzi do rewolucyjnych zmian w życiu ludzi.
ZAGROŻENIE ZMIANAMI KLIMATU
Ziemia przeżywa aktualnie „globalną zmianę” spowodowaną „globalnym ociepleniem”, czyli wzrostem średniej temperatury o 0,5°C w ciągu 30 lat. Wiele przesłanek paleontologicznych wskazuje na bezprecedensowość takiej zmiany w historii naszej planety, choć zwolennicy tłumaczenia zmian katastrofami uważają, że zdarzały się szybsze. Niewątpliwie weszliśmy w nową epokę geologiczną (antropoceniczną), w której główną siłą sprawczą zmian na Ziemi jest działalność człowieka. Raport wielokrotnie wspomina o zagrożeniu dla obecnych stosunków hydrologicznych stwarzanym przez globalną zmianę, choć nie operuje wielkościami globalnymi ani konkretnymi prognostykami. Wynika to z niepewności opracowań klimatycznych i geofizycznych. Trudno poważnie traktować prognozy pogody obliczane na dziesiątki lat w przód (lub tysiące wstecz) na podstawie metod meteorologicznych, których sprawdzalna z dnia na dzień dokładność czasem przekracza 50%.
Nieco poważniej prezentują się „raporty Pentagonu” (2003 i 2007) i „raport Sterna” (2006), które starają się przewidzieć ekonomiczne i polityczne następstwa dalszych zmian klimatycznych. Zmiany stosunków hydrologicznych należeć będą na pewno do największych w globalnej zmianie. Parowanie i opady wody są mechanizmem stabilizowania temperatury powierzchni Ziemi w zmiennych warunkach zewnętrznych, a konkretnie sposobami na przeniesienie nadmiaru energii pobranej z promieniowania słonecznego w regiony chłodniejsze i do atmosfery oraz poza nią. Jeśli nadmiar ten będzie rósł, obecne szlaki wiatrów, chmur i prądów morskich będą się musiały dostosować do nowych warunków i na pewno zmienią się. Jeśli zmiana ta będzie szybka, a tego obawia się większość środowiska naukowego, ludziom może nie udać się dostosowanie do niej.
Na pewno zmienią się liczby towarzyszące schematycznie narysowanym strumieniom wody z rys. 1. Będzie to oznaczało zmiany ilości i rozkładu geograficznego strumieni wody dostępnej ludziom. Najczęściej wymienianym zagrożeniem jest egzotyczne w Polsce stopnienie lodowców górskich. Dają one początek wielu wielkim rzekom, żywiącym miliardy ludzi. Zagrożeniem nie jest tu zmiana globalnej ilości opadów, lecz ich zanik w regionach obecnie regularnie kondensujących parę wodną w okolicach wysokich gór, czyli „czap” śnieżnych i lodowych o temperaturze nie przekraczającej nigdy 0°C. Aktualna sytuację demograficzną i glacjologiczną przedstawia rys. 3. Jeśli opady wystąpią gdzie indziej, to mają duże szanse spłynąć do niżej położonych zbiorników wodnych trasami innymi niż obecne rzeki, nawadniające gęsto zaludnione okolice. Nienadążenie społeczności ludzkich za takimi zmianami może być dla nich wyrokiem śmierci. Oczywiście, spustynnieniu jednych regionów towarzyszyć zapewne będzie powstanie dobrych warunków do upraw w innych, ale powstanie właściwej dla upraw struktury glebowej w miejscu piasków, skał czy wiecznej zmarzliny zajmie dużo czasu, którego może nie być.
Najświeższe informacje w kanale RSS (jak używać)
Plastics Review
Wrzesień 2007
Wrzesień 2007
Zawartość numeru:
- Chemia Budowlana:
- Chemia Gospodarcza i Kosmetyki:
- Surowce:
- Rynki Chemii:
- Chemical Report:
- Więcej niż niedobór
- Powłoki:
- Wydarzenia:
Zobacz pozostałe numery Chemical Review »
